poniedziałek, 27 października 2014

Najlepsza Rzymska Pizza w Warszawie? Cafe d'arte!



Dzięki pomysłowi oraz inicjatywie naszej koleżanki Agaty, dziesięcioro z nas tj. stołecznych blogerów kulinarnych wzięło udział w przepysznym spotkaniu w restauracji i winiarni cafe d'arte. Knajpka położona jest w sercu Starej Ochoty, przy niedużej, klimatycznej uliczce, pod adresem  Asnyka 6. Warto wiedzieć, że na miejscu znajduje się także sklep z winem, mający bardzo ciekawą ofertę oraz atrakcyjne ceny.


Tematem przewodnim wizyty była pizza....rzymska, bo jak się okazało, włoska pizza nie jedno ma imię. Do najbardziej popularnych należą 2 rodzaje: neapolitańska i rzymska. Marco D'Arce, który dla nas gotował, specjalizuje się w tej drugiej. Jest ona cieńsza, lżejsza i bardziej chrupiąca niż pizza neapolitańska. Różnica wynika ponoć z proporcji użytych składników.


Marco mówi, że: "Prawdziwą sztuką jest zrobić dobrą pizzę z małej liczby, ale za to najlepszych składników". Sekretem i podstawą jest jednak oczywiście ciasto. Powstaje ono z odpowiednio dobranych proporcji mąki, wody i soli. Jest wyrabiane, dzielone na porcje i..garowane. Właśnie garowanie to najistotniejszy element tej procedury.


Polega ono na przechowywaniu ciasta na pizzę w lodówce przez min. kilkanaście godzin. Nie należy tego procesu przyspieszać poprzez np. dodanie drożdży, bo wówczas zepsuje się efekt końcowy.


W cafe d'arte pizze wypiekane są w tradycyjnym, klasycznym, opalanym drewnem piecu, który właściciele sprowadzili specjalnie prosto z Włoch. Temperatura  w nim sięga nawet 300-400C.


W karcie restauracji znajdziemy podział na pizze czerwone i białe. Mimo, że to nasze barwy narodowe, takie rozróżnienie jest w Polsce mało popularne. Rosso to pizze z sosem pomidorowym, a bianche to takie, których bazą jest sam ser mozarella.


W menu cafe d'arte znajduje się również wiele rodzajów przygotowywanych na miejscu makaronów, serwowanych z różnymi sosami, potrawy z mięsa, ryb i owoców morza,  a także włoskie desery. Szczególną uwagę zwraca jednak popisowe danie Marco czyli calzone z mozarellą di bufala, ricottą oraz salami picante. To właśnie za ten przysmak, wiosną tego roku otrzymał tytuł Mistrza Włoch (Campione Nazionale 2014) w robieniu pizzy. Nagrodę przyznano za odważne połączenie smaków oraz nowe spojrzenie na tradycyjne calzone.




Pizza i calzone robione są z takiego samego ciasta. Muszę powiedzieć, że jest ono naprawdę doskonałe i wyjątkowe. Zaryzykuję stwierdzenie, że nigdy dotąd, nigdzie nie jadłam  równie fantastycznego. Każdemu miłośnikowi cienkiego placka z dodatkami :-) z czystym sumieniem mogę polecić egzemplarze serwowane właśnie w tym miejscu.




Na zdjęciach (serdeczne podziękowania za użyczenie lecą do Edyty i Antka z bloga  Smaki del Dia.) uwieczniona została większość degustowanych przez nas w cafe d'arte specjałów. Na pierwszy ogień poszła margherita, która bezlitośnie obnaża kunszt każdego pizzaiolo, zgodnie z zasadą: pokaż mi swoją margheritę, a powiem ci co potrafisz. Smakowała świetnie, podobnie jak capriciosa, którą podano nam chwilę potem. Co ciekawe, ta druga znacznie odbiegała od pizzy, która pod tą samą nazwą jest dość powszechnie serwowana w polskich restauracjach. Jakie macie pierwsze skojarzenie, gdy słyszycie: capriciosa? Ja od razu widzę szynkę i pieczarki. A tu? Nic z tych rzeczy! Na stół wjechała pizza z szynką parmeńską, salami, karczochami i czarnymi oliwkami. Taka wersja bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła.




Nieco później mieliśmy okazję spróbować domowego (wyrabianego na miejscu) tagliatelle z sosem na bazie śmietany i gorgonzoli. To smakowite, bezpretensjonalne danie i co miłe, łatwe do odtworzenia we własnej kuchni. Naszą degustację zwieńczył niezwykły deser. Czy ktoś ma może pomysł, co przedstawia foto poniżej? Otóż...jest to pizza z Nutellą!!! Okazuje się, że pizzę można serwować także na słodko i to ze znakomitym rezultatem.



Na stronie internetowej lokalu właściciele piszą, że na co dzień zajęci innymi sprawami zawodowymi, postanowili stworzyć wspólną przystań, coś w rodzaju drugiego domu, który pomieści wszystkich chętnych gości, zaoferuje im wnętrze z duszą, pyszną kawę, wyjątkowe desery, domowe włoskie jedzenie i prawdziwe włoskie wina. Tak, od pomysłu z serca, powstała cafe d’arte – restauracja włoska, winiarnia i sklep z winem, miejsce gdzie spotykają się wyjątkowi ludzie, aby porozmawiać o życiu, biznesie czy sztuce. 
Powiem Wam, że jest dokładnie tak, jak sobie założyli. Lokal przyciąga klimatycznym wnętrzem, bardzo przyjemną, nieformalną atmosferą, ale przede wszystkim rasową włoską kuchnią i to właśnie do rozkoszowania się nią w cafe d'arte, serdecznie zachęcam.  

cafe d'arte – włoska restauracja, winiarnia i sklep z winem
ul. Asnyka 6, 02-075 Warszawa
tel.: 22 658 06 21 | e-mail: info@cafedarte.pl




sobota, 18 października 2014

Jej Wysokość Żurawina! Galette i.. Omelette ;-)



O dobroczynnych właściwościach żurawiny wiedziały już nasze prababki. Współczesna nauka tylko potwierdza ludową mądrość - żurawina jest nieocenionym remedium na wiele schorzeń i przypadłości. Pomoże nam przy zapaleniu pęcherza, grypie, infekcji dróg oddechowych. Jest doskonałym antyseptykiem oraz bardzo bogatym źródłem witamin. Warto uwzględnić ją w jadłospisie, szczególnie  w okresie jesienno-zimowym. Jedzmy więc, cieszmy się nią i smakujmy, bo żurawinowy sezon akurat teraz jest w pełnym rozkwicie. Oto 3 propozycje - wszystkie, jak to u mnie, na mniej lub bardziej słodko :-)

GALETTE Z ŻURAWINĄ

Składniki:

Ciasto:
  • 1,5 szklanki mąki pszennej
  • 6 łyżek cukru brązowego
  •  6 łyżek lodowatej wody
  • 90g zimnego masła
Do posmarowania przed upieczeniem:
  • 1 żółtko 
  • 1 łyżeczka zimnej wody
Nadzienie (konfitura z żurawiny):
  • 500g owoców żurawiny świeżej lub mrożonej
  • 250g cukru
  • skórka otarta z 1 cytryny
Wykonanie:

Ciasto:
  • Z podanych składników, szybko zagniatamy jednolite ciasto, zawijamy je w folię spożywczą lub kuchenną ściereczkę i wkładamy na mi. 30 minut do lodówki. 
  • Na blacie oprószonym mąką rozwałkowujemy ciasto w kształcie koła o śr. ca 30 cm
  • Blachę wykładamy papierem do pieczenia i kładziemy na nim nasze ciasto.
  • Od środka w stronę brzegów rozprowadzamy żurawinowy farsz, pozostawiając dookoła 4-5 cm, marginesy nienadzianego ciasta, które następnie zawijamy do środka, by osiągnąć efekt widoczny na zdjęciu.
  • Żółtko rozkłócamy z wodą i smarujemy nim zawinięte brzegi ciasta. Możemy dodatkowo posypać je odrobiną cukru.
  • Całość pieczemy przez ca 30 minut w temperaturze 200C.

Nadzienie (konfitura z żurawiny): 
  • Owoce wrzucamy do rondelka, lekko rozgniatamy i zasypujemy cukrem. Smażymy na małym ogniu, mieszając, do chwili aż masa zrobi się gęsta i szklista.
  • Cytrynę sparzamy i ścieramy z niej skórkę
  • Dodajemy do owoców pod koniec smażenia
  • Wrzącą konfiturę przekładamy do odpowiednio przygotowanych słoiczków (przeczytacie o tym TU), zakręcamy i stawiamy do góry dnem. Robimy tak w przypadku, gdy pragniemy przechowywać ją dłużej. Do bezpośredniego spożycia wystarczy przełożyć konfiturę do miseczki i przechowywać w lodówce.

współczesna nauka potwierdza ludową mądrość – żurawina to nieoceniony lek w walce z infekcjami pęcherza moczowego, przeziębieniami oraz w profilaktyce chorób serca.

Czytaj więcej na http://kobieta.interia.pl/artykuly-sponsorowane/news-dobroczynne-dzialanie-zurawiny,nId,1534960#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
współczesna nauka potwierdza ludową mądrość – żurawina to nieoceniony lek w walce z infekcjami pęcherza moczowego, przeziębieniami oraz w profilaktyce chorób serca.

Czytaj więcej na http://kobieta.interia.pl/artykuly-sponsorowane/news-dobroczynne-dzialanie-zurawiny,nId,1534960#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
współczesna nauka potwierdza ludową mądrość – żurawina to nieoceniony lek w walce z infekcjami pęcherza moczowego, przeziębieniami oraz w profilaktyce chorób serca.

Czytaj więcej na http://kobieta.interia.pl/artykuly-sponsorowane/news-dobroczynne-dzialanie-zurawiny,nId,1534960#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox



OMLET CESARSKI Z KONFITURĄ (np. ŻURAWINOWĄ)

Składniki:

Omlet:
  • 100g mąki pszennej
  • 100ml mleka
  • 2 jaja
  • 1,5 łyżki cukru
  • szczypta soli
  • masło klarowane do smażenia
Konfitura z żurawiny:
  • 500g owoców żurawiny świeżej lub mrożonej
  • 250g cukru
  • skórka otarta z 1 cytryny

Wykonanie:

Omlet:
  • Oddzielamy żółtka od białek
  • Białka ubijamy ze szczyptą soli na sztywno
  • W drugim naczyniu ucieramy mąkę z żółtkami, mlekiem i cukrem
  • następnie delikatnie dodajemy ubitą pianę i całość ze sobą mieszamy 
  •  Na patelni rozpuszczamy trochę klarowanego masła i równomiernie rozkładamy nasze ciasto. Smażymy z obu stron na mocno złocisty kolor.
  • Serwujemy obficie posmarowany konfiturą z ulubionych owoców
Konfitura z żurawiny:
  • Owoce wrzucamy do rondelka, lekko rozgniatamy i zasypujemy cukrem. Smażymy na małym ogniu, mieszając, do chwili aż masa zrobi się gęsta i szklista.
  • Cytrynę sparzamy i ścieramy z niej skórkę
  • Dodajemy do owoców pod koniec smażenia
  • Wrzącą konfiturę przekładamy do odpowiednio przygotowanych słoiczków (przeczytacie o tym TU), zakręcamy i stawiamy do góry dnem. Robimy tak w przypadku, gdy zapragniemy przechowywać ją dłużej. Do bezpośredniego spożycia wystarczy przełożyć konfiturę do miseczki i przechowywać w lodówce.


Życzę Wam Smacznego! :-)


piątek, 3 października 2014

Rustykalny Jabłecznik z Cynamonem i Połówkami Owoców



Powiem tak - ciacho jest pyszne, choć wyglądem może nie zachęca. Jest więc też świetnym przykładem na to, że nie należy sądzić po pozorach, bo można się srogo pomylić. Cynamon i jabłka - połączenie klasyczne i mało oryginalne, ale dla mnie, niezmiennie, ten duet to harmonijny ideał. Ciasto smakuje najlepiej serwowane na ciepło. To jeden z najpyszniejszych jabłeczników pośród tych, które są już na blogu. Nie waham się ani chwili i przyznaję mu I miejsce ex aequo z Plackiem szwajcarskim z jabłkami i calvadosem .
Macie ochotę na kwalek? 


Rustykalny Jabłecznik z Cynamonem i Połówkami Owoców
Składniki na tortownicę o śr. 24 cm:
  • 1,5 szklanki mąki pszennej
  • 2/3 szklanki cukru + 1 łyżka do posypania wierzchu ciasta
  • 200g miękkiego masła
  • 3 jaja
  • 1/3 szklanki mleka
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki mielonego cynamonu do ciasta + dodatkowo 1 łyżeczka do posypania wierzchu

Wykonanie:
  • Mało ucieramy z cukrem i cynamonem, kolejno wbijając jaja. Następnie wyspujemy makę przesianą wraz z proszkiem do pieczenia. Na końcu wlewamy mleko. Całość starannie mieszamy. 
  • Jabłka obieramy ze skórki, kroimy na połówki, pozbawiamy pestek i gniazd nasiennych. Połówki nacinamy nożem, tak jak byśmy chciały pokroić je w plasterki.
  • Tortownicę wykładamy papierem do pieczenia. Wypełniamy ją ciastem. Jabłka kładziemy na cieście, nacięciami do góry. Posypujemy 1 łyżką cukru wymieszaną z  łyżeczką cynamonu. Pieczemy 50-60 minut w temperaturze 160C.

Życzę Wam Smacznego! :-)

sobota, 27 września 2014

Polskie Piwo po Włosku czyli Książęce Menu wg. Marco Ghia


Marco bawi rozmową pierwszych gości
Los tak przyjemnie zrządził, że jeden z wrześniowych wieczorów spędziłam w Akademii Kulinarnej Whirlpool . Nie była to moja pierwsza wizyta w tym miejscu (o poprzedniej przeczytacie: TUTAJ ) i szczerze pisząc, mam apetyt na więcej.


Bohaterem spotkania było piwo, a dokładniej: różne rodzaje piwa jednej marki - Książęce.
Okazuje się, że piwo jest najstarszym napojem alkoholowym na świecie oraz trzecim po wodzie i herbacie, względem popularności, ze wszystkich powszechnie znanych napitków. Najbardziej wiekowe dokumenty dotyczące produkcji piwa wywodzą się z Mezopotamii czyli z okresu około 4000 lat p.n.e. Natomiast najstarszy browar, który udało się odkryć, znajduje się w Egipcie i jest datowany na 3700 p.n.e.


Smażymy szałwię w cieście piwnym
Tradycje piwowarskie w Polsce sięgają czasów również bardzo odległych tj. dziejów ludów prasłowiańskich i prapoczątków polskiej państwowości. To właśnie piwo było najbardziej popularnym napojem alkoholowym dawnych Słowian (nie mogę oprzeć się wrażeniu, że fakt ten jest również mocno aktualny wśród ich współczesnych potomków :-)).

Chłopaki z zapałem siekają świecę wołową na tatara
"Wina i oliwy kraj ten dla ostrego północnego zimna nie ma; zamiast wina używa piwa, które robią z żyta, pszenicy i jęczmienia albo orkiszu." Tak pisał w XV wieku Jan Długosz w swoich "Rocznikach, czyli kronikach sławnego Królestwa Polskiego".


Tatar w pełnej krasie, na trójkątach z chleba na zakwasie :-)
Z biegiem lat, złocisty trunek zyskiwał na popularności, a obecnie Polska figuruje na czwartym miejscu w świecie, jeśli chodzi o wielkość jego spożycia per capita. Prognozy przewidują, że niebawem prześcigniemy pod tym względem nawet Niemców. Sympatycznym efektem rosnącej popularności piwa w naszym kraju jest jej przełożenie na poprawę jakości trunku oraz powstawanie nowych odmian.

Grupa radosnych Dziewcząt :-) pod czujnym okiem z Emiliano przygotowuje birramisu
Piwnej różnorodności mogliśmy doświadczyć także podczas naszego spotkania. Warsztaty kulinarne z piwem Książęce poprowadził świetny kucharz i rodowity Włoch w jednej osobie - Marco Ghia. Pisząc o Marco w kontekście Akademii, nie można nie wspomnieć o Emiliano, gdyż jakkolwiek perwersyjnie to nie zabrzmi, całe przedsięwzięcie jest ich wspólnym dzieckiem.

Emiliano we własnej osobie ;-)
Często mawia się, że sukces ma wielu ojców. Akademia ma ich tylko dwóch :-), za to niezmiernie troskliwych. Dopieszczona, wychuchana pięknie się rozwija i świetnie rokuje. Z ciekawością i sympatią będę się jej więc przyglądać.

Cykoria dusi się w piwie
Wróćmy jednak do sedna czyli do warsztatów. Marco, opracowując menu, chciał pokazać sposoby niestandardowego zastosowania piwa w kuchni, przy wykorzystaniu szerokiej oferty piw marki Książęce. W mojej ocenie, cel został pysznie osiągnięty.

Tłuściutki schabik ze świni złotnickiej pokornie czeka na swoją kolej
Oto zestawienie potraw, które wspólnie przygotowywaliśmy, a potem z zapałem razem wcinaliśmy:
  • Liście szałwii smażone w cieście piwnym
  • Cykoria duszona w piwie podawana z orzeszkami piniowymi i rodzynkami
  • Schab ze świni złotnickiej, pieczony w glazurze piwno-miodowo-musztardowej, z dodatkiem świeżych ziół, warzyw i owoców
  • Piwne risotto z serem Pecorino i orzechami 
  • Tatar z wołowiny marynowany w ciemnym piwie z miodem i skórką cytrynową
  • Mule w maśle piwno-czosnkowym
  • Birramisu  - tiramisu z piwem zamiast kawy
  • Pieczone jabłka z piwnym masłem i cynamonem.
Schab i cykoria już w solarium
Całkowicie szczerze i bez podlizywania się komukolwiek muszę powiedzieć napisać, że wszystko, naprawdę WSZYSTKO wyszło super. Co ciekawe, zupełnie nie jestem fanką piwa i w zasadzie nigdy nie pijam w czystej postaci. Jednak, zastosowanie go w formie i wariantach przedstawionych przez Marco szalenie przypadło mi do gustu, bo świetnie wzbogaciło i podkręciło smak przygotowywanych potraw.

Marco serwuje mule
Faktycznie, tego wieczoru smakowały mi wszystkie pozycje z menu, ale oczywiście mam swoje the best of the best. Moje podium wygląda zatem następująco:
  1. Tatar z wołowiny marynowany w ciemnym piwie z miodem i skórką cytrynową
  2. Risotto piwne z serem pecorino i włoskimi orzechami
  3. Liście szałwii smażone w cieście piwnym 
Powinnam jeszcze wspomnieć o birramisu czyli mojej największej obawie. Musicie wiedzieć, że kocham kawę! Ubóstwiam ją w każdej postaci, więc pasjami zajadam wszystko co ma ją w swoim składzie, a klasyczne tiramisu od wieków należy do ścisłego grona moich ulubionych deserów. Na samą myśl o tiramisu bez kawy (w dodatku, tfu!, z piwem;-)) grymas głębokiego niesmaku wypływał na me oblicze. I wiecie co sie stało? Birramisu spłatało figla, bo.. wyszło rewelacyjne!!!:-) Marco, należy pogratulować Ci pomysłu! :-)

Robi się piwne rissotto
A na zupełny koniec końców, przyznaję się bez bicia, że w ramach ilustracji wykorzystałam zdjęcia autorstwa:

1. Iza Malyska
2. Akademia Kulinarna Whirlpool

którzy razem ze mną gotowali i biesiadowali. Dziękuję za fotki i za wspólne chwile! :-)


sobota, 13 września 2014

Pieczone jabłko z nadzieniem bakaliowym i sosem ze słonego karmelu




Jem jabłka, bo lubię i wbrew ostatnim trendom, zupełnie nie dlatego, by robić na złość Putinowi. Kocham twarde soczyste i słodkie odmiany do wcinania na surowo. Do szarlotki niezastąpione jawią mi się antonówki. Do pieczenia w całości lub nadziewania drobiowego ptactwa zwykle sięgam po szarą renetę. Polska jabłkiem stoi. Mamy dziesiątki odmian i
 co jakiś czas wciąż pojawiają się nowe. Właściwie każdego roku zdarza mi się próbować jabłkowych nowości i choć w tym względzie, jestem przywiązana do tradycji, to bywa iż któraś zdobędzie moje serce. Tego lata, moim prywatnym hitem są jabłka pn. sawa - dość trudno dostępne, lecz rewelacyjne - karminowoczerwone, twarde, soczyste, słodko-winne. Rozglądajcie się bacznie w warzywniakach i na targowiskach! Może gdzieś wpadną Wam w oczy. 
Pieczone jabłka to świetna deserowa propozycja u schyłku lata. Zapraszam na podwieczorek!


 
PIECZONE JABŁKA Z NADZIENIEM BAKALIOWYM I SOSEM ZE SŁONEGO KARMELU

Składniki na 4 porcje:


Owoce:
4 dorodne jabłka, najlepiej szara reneta
Nadzienie:
garść rodzynek
garść łuskanych włoskich orzechów
garść obranych migdałów
garść suszonych morelek
kilka łyżek naturalnego miodu
1 łyżeczka mielonego cynamonu
skórka otarta z 1/4 pomarańczy
skórka otarta z 1/2 niedużej cytryny

Słony karmel:
200g cukru
2 łyżeczki wody
120ml śmietany min. 12%
1/2 łyżeczki soli wielickiej
Wykonanie:

Owoce:
Jabłka starannie myjemy, osuszamy. Odkrawamy czapeczki i odkładamy je na bok. Środek owoców wydrążamy.
Nadzienie:
Orzechy, migdały i morele siekamy na drobne kawałki. Rodzynki sparzamy wrzątkiem i odsączamy. Orzechy i rodzynki łączymy z miodem, cynamonem i cytrusowymi skórkami (miodu powinno być tyle, by wszystkie składniki farszu były nim oblepione).
Słony karmel:
Do garnuszka wsypujemy cukier. Zalewamy wodą. Mieszanie surowo wzbronione! Całość podgrzewamy, aż cukier się roztopi i lekko zbrązowieje (skarmelizuje). Wówczas wlewamy śmietanę (zawartość garnuszka mocno się  wzburzy) i energicznie mieszamy. Na końcu wsypujemy sól. Sos zdejmujemy z ognia i zostawiamy do przestygnięcia.
Finał czyli instrukcja montażu ;-):
Wydrążone jabłka wypełniamy nadzieniem. Przykrywamy czapeczkami i pieczemy 35-45 minut w temperaturze 180C. Serwujemy polane ciepłym słodko-słonym sosem karmelowym


Życzę Wam Smacznego! :-)

wtorek, 9 września 2014

Na Straganie w Dzień Targowy...Włoskie Słyszy się Rozmowy...

fot. Janek Janek

To był mój debiut jeśli chodzi o Sezonową Akcję Zakupową. Wcześniej słyszałam wiele miłych słów na temat tej inicjatywy, ale jakoś wciąż nie było mi po drodze - albo nie pasował termin albo pojawiały się jakieś inne niesprzyjające okoliczności.


fot. Janek Janek

Niewtajemniczonym należy się wyjaśnienie. SAZ to inicjatywa dziewczyn (i chłopaków? :-)) ze Slow Food Youth Warszawa, mająca na celu ułatwienie pasjonatom jedzenia robienia zakupów spożywczych w stolicy. Każde spotkanie ma swojego bohatera - szefa kuchni, aktywistę kulinarnego, dziennikarza lub inny uznany w branży autorytet, który oprowadza uczestników po swoich ulubionych miejscach (straganach, stoiskach) w obrębie jednego z warszawskich targowisk.

fot. Janek Janek

SAZ adresowana jest do wszystkich, którym w gotowaniu i jedzeniu bliska jest idea sezonowości, którzy przykładają dużą wagę do jakości oraz źródła pochodzenia produktu.

fot. Janek Janek
Na ostatnią sobotę sierpnia organizatorzy zaplanowali spacer po bazarze przy placu Szembeka w towarzystwie Marco Ghia ( na zdjęciach to ten sympatyczny Pan w pomarańczowym t-shircie), a potem wspólne gotowanie w jego akademii kulinarnej.

fot. Janek Janek

Marco pochodzi z Mediolanu. W Polsce mieszka od 1992 roku. Jest wyrafinowanym smakoszem i koneserem dobrego jedzenia. Kulinarny talent wyssał z mlekiem matki, a zawodowe szlify zdobywał w restauracjach Nowego Jorku. Dziś na warszawskiej Pradze, razem ze wspólnikiem i przyjacielem, Emiliano Castagna, prowadzi Akademię Kulinarną Whirlpool.

fot. Janek Janek
Elementem odróżniającym tę edycję SAZ od poprzednich były drużynowe zakupy. Dlatego już na samym początku uczestnicy podzielili się na trzyosobowe zespoły. Każdy team został wyposażony w info na temat jednego z rodzajów makaronu, do którego później musiał przygotować wymyślony przez siebie sos, a wcześniej samodzielnie kupić wszystkie składniki, które do tego będą potrzebne.

fot. Janek Janek
Wyposażeni w stosowne materiały, ruszyliśmy na rajd pomiędzy stoiskami. Nasz przewodnik, Marco, zaprowadził nas do swoich ulubionych sprzedawców przy placu Szembeka. Każdego pokrótce przedstawił i odpowiednio zarekomendował. A potem...

fot. Janek Janek
Potem był czas przeznaczony na drużynowe zakupy. Na zdjęciu poniżej widzicie mój zespół, już podczas przyrządzania sosu do makaronu w Akademii Kulinarnej Whirlpool. Trzy dziewczęta ;-) od lewej to: ja, Weronika oraz Ania. W tle przewija się Emiliano - wspomniany już partner biznesowy Marco, a tym samym współwłaściciel Akademii.

fot. Janek Janek

Do obróbki przydzielono nam conchiglie czyli po prostu muszelki. Przygotowałyśmy do nich sos z kurkami, czerwoną cebulą, mascarpone, włoskimi orzechami, solidnym chlustem białego wina oraz dużą ilością aromatycznej natki pietruszki.  Oto i nasze danie, choć uchwycone już  w stanie umiarkowanie wyjściowym, bo napoczętym.


Pasty przygotowane przez pozostałych uczestników możecie podziwiać na końcu postu.
A teraz jeszcze kilka migawek ze wspólnego gotowania pod czujnym okiem dwóch rodowitych Włochów, w gościnnych progach ich Akademii.

fot. Janek Janek
fot. Janek Janek
fot. Janek Janek
fot. Janek Janek
Zobaczcie, proszę, co wyszło z tego naszego włoskiego mieszania w garach i wspólnej zabawy w kuchni! Każde danie to odmienny kształt makaronu ze specjalnie dobranym do niego sosem. Uczestnicy popuścili wodze fantazji, ciekawie i smakowicie miksując polszczyznę z włoszczyzną. Po pichceniu przyszedł czas na degustację. Wszystkie pasty udały się znakomicie, ale moim faworytem okazał się makaron przygotowany przez zespół Małgosi Minty. Wszystkich składników niestety nie pamiętam, ale podstawę stanowiła dynia oraz rewelacyjne chipsy z szałwii.

fot. Janek Janek

fot. Janek Janek

fot. Janek Janek

fot. Janek Janek

fot. Janek Janek

Nasze kulinarne spotkanie zakończył miły, tradycyjny akcent czyli wspólne grupowe foto.

fot. Janek Janek
Jako rzekłam na wstępie, to był mój pierwszy raz, ale mam nadzieję, że będą następne. Wy też śledźcie kolejne inicjatywy SAZ i bierzecie w nich udział, bo to świetna rozrywka i pomysł na spędzenie wolnego czasu. Odwiedzajcie też Akademię! Na własnej skórze przekonałam się, że tworzą ją ludzie  z pasją, dla których przede wszystkim  liczy się miłość do gotowania i jedzenia oraz chęć dzielenia się nią z innymi. Piękna sprawa!

Print

Top Blogi