środa, 9 kwietnia 2014

Rozmowa z Grzegorzem Łapanowskim


foto pochodzi z prywatnego archiwum Grzegorza Łapanowskiego
Przesympatyczny gaduła, pełen pasji i zaangażowania. Bardzo naturalny i prawdziwy. Taki jest Grzegorz  Łapanowski. Wszystkich jego sympatyków oraz zwyczajnych ciekawskich zapraszam na mój Wywiad z Grzegorzem. Smakowitej lektury! Aaaa..i nie zapomnijcie potem podzielić się wrażeniami! :-)

niedziela, 30 marca 2014

Chocolate Story - Byłam w Czekoladowym Raju!


Tomasz i Krzysztof (fot. Manufaktura Czekolady)
Pewne słoneczne, marcowe przedpołudnie spędziłam w obłędnie czekoladowej atmosferze.  Sprawcami takiej rozkoszy byli Tomasz Sienkiewicz i Krzysztof Stypułkowski. Kilka lat temu porzucili intratne posady w korporacji i wyruszyli w ekscytującą podróż do krainy czekolady. Ich wieloletnia przyjaźń oraz miłość do twardych tabliczek z ziaren kakaowca sprawiły, że dziś możemy radować zmysły wytwarzanymi ręcznie czekoladami, czekoladami do picia, pralinkami, czekoladowymi lizakami oraz innymi kreacjami z doskonałej jakościowo czekolady.  Manufaktura Czekolady Chocolate Story to jedyny producent w Polsce, który czekoladę wyrabia bezpośrednio z wyselekcjonowanych ręcznie ziaren kakaowca. Proces ten przebiega całkowicie naturalnie - od ziarenka kakao aż do gotowej tabliczki, bez spulchniaczy, aromatów i ulepszaczy.

fot. Manufaktura Czekolady
Okazją do spotkania było otwarcie pierwszej czekoladziarni,  w której czekoladę produkuje się na oczach gości. Dodatkowo, dzięki czekoladowym warsztatom, możliwe jest wykonanie na miejscu własnej, wymarzonej tabliczki. Specjalnie na to wydarzenie, Manufaktura przygotowała wyjątkowy produkt - Criollo Porcelana. Jest to niezwykła, luksusowa czekolada wykonana z jednego z najdroższych i najbardziej poszukiwanych na świecie ziaren kakaowca. Miałam przyjemność degustować i przyznaję, że smakuje iście po królewsku. W ofercie znajdziemy także czekolady z ziaren kakao sprowadzanych z Ghany, Ekwadoru, Kolumbii, Wenezueli oraz Dominikany. Tabliczki dostępne są w wersjach: mlecznej (44% kakao) oraz gorzkiej (70% kakao), a do tego w wielu wariantach smakowych. Mi szczególnie przypadła do gustu czekolada gorzka z kwiatem soli morskiej. Pycha!

fot. Manufaktura Czekolady
Czekoladoholików z całego świata pragnę poinformować, iż wszystkie produkty Manufaktury mogą w każdej chwili zakupić w e-sklepie (www.manufakturaczekolady.pl). Natomiast ci bardziej mobilni i o duszach podróżników mogą osobiście stawić się na degustację i/lub warsztaty na ul. Brukową 6 w Łomiankach. Ręczę głową, iż jedni i drudzy będą nieziemsko ukontentowani. :-)

fot. Manufaktura Czekolady
A na koniec odrobinkę się nad Wami poznęcam ;-) - zapraszam na migawki z procesu produkcji.

fot. Manufaktura Czekolady
fot. Manufaktura Czekolady
fot. Manufaktura Czekolady

piątek, 14 marca 2014

Australiskie Ciasto Czekoladowo-Śmietankowe z Włoskimi Orzechami



Postanowiłam wziąć udział w akcji Wspólne gotowanie z formułą - Australia 
której organizatorką jest Daria Witowska. Pospieszne wertowanie zasobów sieci, zaprowadziło mnie na stronę internetowego wydania The Australian Women's Weekly. To właśnie tam znalazłam prezentowany przepis. Znacznie zmniejszyłam ilość cukru, zwiększyłam dawkę proszku do pieczenia i sody oraz dodałam kakao, żeby ciacho miało jeszcze ładniejszy kolor. Pięknie wyrosło. Wyszło wilgotne i smakowite. Rozkoszna propozycja dla wszystkich miłośników czekolady oraz czekoladowych wypieków. Spróbujecie? :-)

Australijskie Ciasto Czekoladowo-Śmietankowe z Włoskimi Orzechami
źródło: The Australian Women's Weekly

Składniki na tortownicę o śr. 22 cm:  
ciasto: 250g mąki pszennej 200g cukru 200g dobrej gorzkiej czekolady 125g miękkiego masła 3 jaja 180ml mleka 3 czubate łyżeczki kakao 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej szczypta soli polewa: 250ml śmietanki kremówki 36% 200g dobrej gorzkiej czekolady 50g łuskanych orzechów włoskich

Wykonanie:
ciasto: Czekoladę łamiemy na kawałki i rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Odstawiamy do wystygnięcia. Miękkie masło ucieramy z solą i cukrem na puch. Następnie wlewamy ekstrakt z wanilii, wbijamy jaja, wykładamy masę czekoladową i wsypujemy kakao. Mąkę przesiewamy wraz z sodą i proszkiem do pieczenia i dodajemy porcjami do ciasta na przemian z mlekiem. Gotowe ciasto przekładamy do wyłożonej papierem do pieczenia tortownicy. Pieczemy do suchego patyczka czyli ca 60 minut w temp. 170C.
polewa: Śmietanę kremówkę wlewamy do rondelka i podgrzewamy prawie do zagotowania się. Następnie zdejmujemy z ognia i wrzucamy połamaną na kawałki czekoladę. Mieszamy do całkowitego rozpuszczenia się czekolady. Polewą smarujemy upieczone i lekko przestudzone ciasto. Wierzch posypujemy pokrojonymi w duże kawałki orzechami.


Życzę Wam Smacznego! :-)

poniedziałek, 10 marca 2014

Dziś Są Moje Urodziny! Poszczę, Ale Mimo To Zapraszam Gości.



Dla mnie każdy rok ma swój początek 2 razy - 1 stycznia czyli tak jak to ogólnie przyjęto oraz 10 marca, w dniu moich urodzin. Obydwie daty skłaniają do refleksji oraz snucia planów na przyszłość. Mądrzy ludzie mówią: najpiękniejszych chwil w życiu nie zaplanujesz. One przyjdą same.  Wzięłam sobie te słowa głęboko do serducha i moim postanowieniem na rozpoczynający się nowy rok jest wyluzowanie z harmonogramami, programami i założeniami. Pojawi się za to dużo więcej spontanu i kontrolowanej beztroski (przynajmniej taką mam nadzieję:-)). W dniu urodzin, tradycyjnie, wydaję małe przyjątko dla osobników z najbliższego otoczenia. W zasadzie nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, ale w tym roku wyjątkowo jest. Musicie wiedzieć, że właśnie wkraczam w szósty i ostatni tydzień oczyszczająco-prozdrowotnej głodówki. Tak, to nie pomyłka - od 35 dni wcinam wyłącznie jabłka i warzywa,  a do tego ZERO cukru, ZERO tłuszczu, ZERO białka zwierzęcego. Skoro tyle wytrwałam, to czy myślicie, że teraz chciałabym się złamać  i ulec kulinarnej pokusie? No i jak przygotować atrakcyjne menu dla gości i nie paść trupem z rozdrażnienia, żalu oraz tęsknoty za pełnią smaku? Przyznaję, że wpadłam na genialne rozwiązanie, tzn. genialne oczywiście na miarę tej postnej sytuacji. Dla siebie przygotuję jakieś danie, zgodne z wymogami diety, a dla pozostałych zamówię jedzonko via Foodpanda czyli.. przez Internet. O Foodpandzie słyszałam kiedyś od znajomych, że świetnie wyszukuje lokale gastronomiczne, które są skłonne dostarczyć żarełko do miejsca,  w którym w danej chwili przebywamy. Naprawdę rzadko zamawiam gotowe dania z dostawą do domu, więc nawet nie byłam świadoma, że mam aż taki wachlarz możliwości. Okazało się, że nie tylko pizza i nie tylko chińczyk, a wybór punktów z sushi w okolicy jest dużo większy niż mi się wydawało. Dodatkowo, w serwisie znalazłam mobilną wersję Foodpandy, w formie aplikacji na smartfona, co w mojej ocenie, jest bardzo praktycznym rozwiązaniem. A wracając do menu...szeroki wybór ma tę mocną stronę, że jest i tę wadę, że nie wiadomo na co się zdecydować :-).  Goście będą wieczorem, więc mam jeszcze chwilkę, by się zastanowić, ale już teraz biegnę do sklepu po.. wino. Godna oprawa alkoholowa przecież musi być! :-)

sobota, 8 marca 2014

Niewyspane Ciasteczka z Czerwonym Oczkiem. Dzień Kobiet.



Może ja jestem zbyt leciwa, ale nigdy nie lubiłam Dnia Kobiet i wciąż jakoś polubić nie mogę. Choć został utworzony na początku XX w. w hołdzie ofiarom walki o równouprawnienie, to jednak moje najsilniejsze skojarzenia z nim związane mają korzenie siermiężnie socjalistyczne. Goździk i rajstopy od rady zakładowej. Pamiętacie? Z filmów, autopsji, opowiadań mamy? Ech...kiedy to było! Lata płyną, obyczaje się zmieniają, a ten nędzny kwiatek i cieliste rajtki wciąż są dla mnie synonimem jakości tego święta. Cóż .... a skoro znów mamy 8 marca, to na pocieszenie upiekłam sobie całą blachę niewyspanych ciasteczek. Pomożecie? :-)

Niewyspane Ciasteczka z Czerwonym Oczkiem
źródło: I love bake

Składniki:
300g mąki pszennej
50g mąki ziemniaczanej
220g miękkiego masła
100g cukru pudru + ew. dodatkowo do posypania po upieczeniu
2 żółtka
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
szczypta soli 
kilka łyżek marmolady lub gęstego dżemu w ulubionym smaku

Wykonanie:
Masło ucieramy z cukrem do białości. Dodajemy kolejno żółtka oraz ekstrakt z wanilii. Krótko mieszamy, tylko do połączenia się składników. Obydwie mąki wraz z solą przesiewamy i dodajemy do masy. Mieszamy do uzyskania jednolitej, gładkiej konsystencji.
Z otrzymanego ciasta formujemy nieduże kulki. W każdej robimy palcem dziurkę, najgłębszą jak się da. Ciasteczka układamy na blasze, wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy przez około kwadrans w temperaturze 180C, na złoty kolor. Następnie studzimy i wypełniamy wgłębienia marmoladą/dżemem. Kto chce, może dodatkowo posypać ciasteczka cukrem pudrem.

Życzę Wam Smacznego! :-)


czwartek, 6 marca 2014

Deser Cytrynowo-Malinowy z Olejem Lnianym Budwigowym


fot. Maciek Wroński

 Dr Budwig. Pewnie niektórzy z Was zetknęli się już z tym nazwiskiem, ale pozostałym należy się parę słów wyjaśnienia. Dr Johanna Budwig była niemiecką uczoną, biochemiczką, która długie lata poświęciła na badania nad kwasami Omega-3 oraz olejem lnianym. Siedmiokrotnie nominowano ją do Nagrody Nobla, ale finalnie nigdy jej nie otrzymała.Jej naukowe odkrycia znalazły zastosowanie w leczeniu wielu chorób jak np: choroba Alzheimera, nowotwory, miażdżyca, alergia, dermatozy, depresja. Dieta przez nią proponowana bazuje na dostarczeniu organizmowi pokarmów bogatych m. in. w tłuszcze omega-3, węglowodany złożone, błonnik i antyoksydanty oraz dbałości o spożywanie jak najmniej przetworzonych produktów. U podstawy tego sposoby żywienia stoi olej lniany nierafinowany, tłoczony na zimno, zawierający min. 50% kwasu omega-3. Olej ten, w odróżnieniu od ogólnodostępnych olejów lnianych, charakteryzuje się krótkim terminem przydatności do spożycia oraz koniecznością bycia przechowywanym w lodówce. Nie można poddawać go obróbce cieplnej, zatem absolutnie nie nadaje się do smażenia ani do pieczenia. Mimo takich ograniczeń, pomysłów na wykorzystanie oleju budwingowego jest mnóstwo,  a ja, zgodnie z tematyką bloga, chcę Wam dziś zaprezentować pyszny, zdrowy deser owocowy.

Deser Cytrynowo-Malinowy z Olejem Lnianym Budwigowym

Składniki na 1 porcję:
125g sera białego twarogowego lub serka homogenizowanego naturalnego
garść malin świeżych lub mrożonych
2 łyżki miodu naturalnego
1,5 łyżki oleju lnianego budwigowego (Len Vitol)
1/2 opakowania malinowej galaretki (w proszku, najlepiej bez cukru)
2 łyżki lemon curd (przepis oraz sposób wykonania znajdziecie TU )
lub
wersja zastępcza: skórka otarta z połowy cytryny + kilka kropel naturalnego ekstraktu cytrynowego.
W przypadku wyboru opcji zastępczej otrzymamy deser zupełnie bez udziału cukru, masła oraz jajek.

Wykonanie:
Maliny rozdrabniamy blenderem (zostawiamy min.3 sztuki w całości do dekoracji). Ser biały miksujemy z olejem, miodem oraz lemon curd lub składnikami opcji zastępczej. Pół opakowania galaretki rozpuszczamy w 1/4 szklanki wrzątku i odstawiamy do wystygnięcia. Następnie mieszamy ją z rozdrobnionymi malinami. Jeśli używamy galaretki bez cukru, mus można dosłodzić do smaku naturalnym miodem. Na dnie szklanego pucharka układamy warstwę malin, następnie masę serową, na nią ponownie nasz  mus z owoców, potem kolejną warstwę sera. Wierzch dekorujemy całymi malinami. Przed podaniem deser chłodzimy przez co najmniej 2 godziny w lodówce.

Życzę Wam Smacznego! :-)

środa, 5 marca 2014

La Ibérica czyli Hiszpania w Warszawie



Dziś mam coś specjalnego dla miłośników prawdziwej kuchni hiszpańskiej. Restauracja La Ibérica funkcjonuje po praskiej stronie Wisły, z niesłabnącym powodzeniem od kilku lat.  
Mieszkam nieopodal, więc aż dziw bierze, że zawitałam do niej dopiero teraz. O restauracji zrobiło się głośno w 2010 r, kiedy zdobyła tytuł Knajpy Roku w plebiscycie Gazety Wyborczej. Posypały się entuzjastyczne recenzje, a wraz z nimi liczne ochy i achy. Ciekawa byłam, czy po 4 latach La Ibérica wciąż zachwyca i trzyma wysoki poziom.


Z zewnątrz restauracja nie wygląda szczególnie zachęcająco i  w mojej ocenie przydałaby się istotna rewitalizacja otoczenia, jednak po przekroczeniu progu szybko o tym zapominam. Jest prosto, kameralnie, a przede wszystkim bardzo po hiszpańsku.


Gospodarzami tego miejsca są rodowici Hiszpanie: Miguel Capitán i José Perez. Pierwszy pochodzi z Madrytu, drugi z Malagi, ale obydwaj już od lat mieszkają w Warszawie. Bogate doświadczenia zdobyte w stołecznych restauracjach doprowadziły ich do wspólnego dzieła i oczka w głowie pn. La Ibérica. José niepodzielnie króluje w kuchni,  podczas gdy Miguel pełni rolę menedżera i dba o komfort gości na sali. Są przyjaciółmi i partnerami biznesowymi.

Miguel i José (fot. La Ibérica)
 Już pierwszy rzut oka w kartę uzmysławia, że nie będzie łatwo. Menu nie jest nadmiernie obszerne, ale w zupełności wystarczające, by mnie - miłośniczkę śródziemnomorskich smaków, wprawić w zakłopotanie. Bogaty wybór tapas, mięs i owoców morza sprawia, że  tracę głowę. Z pomocą przychodzi Miguel, proponując menu degustacyjne z dowolnie wybranych przystawek oraz dań głównych. Przystajemy na to z ochotą.



Po krótkiej chwili na nasz stół wjeżdża półmisek z tapas na ciepło, a chwilę przed nim kieliszek zamówionego przeze mnie wina. Dostajemy również gorące talerze, co jest detalem, który odnotowuję z dużą przyjemnością.


A oto i nasze tapas: grillowane kiełbaski chorizo, krewetki w tempurze, warzywa zapiekane w piecu z kozim serem, hiszpańska kaszanka z Burgos z kozim serem, kalmary po andaluzyjsku z czosnkowym sosem aioli, pomidory z serem Manchego. Jak widać,  trudno nam było się powstrzymać i przystąpiliśmy do konsumpcji, zupełnie zapominając o dokumentacji fotograficznej. Na szczęście, opamiętanie przyszło w porę, gdy większość przekąsek pozostawała wciąż w stanie nienaruszonym. Wszystkie tapas były naprawdę znakomite, choć każde z nas miało swoich faworytów. Mnie uwiodły krewetki oraz kaszaneczka, a moje dziecko zachwyciło się chorizo i kalmarami.

Tapas
Po tak sympatycznym wstępie, przyszła pora na festiwal dań głównych. Zamówiliśmy sobie: kotleciki jagnięce z grilla, polędwicę z argentyńskiej wołowiny, stek z miecznika oraz polędwicę z dorsza. Zaserwowano nam je z sosami: aioli oraz  (genialnym!) romesco, w towarzystwie pieczonych buraków, pieczonych ziemniaczków oraz wielowarzywnej surówki. O tapas napisałam, że były znakomite. Zastanawiam się teraz, jakich użyć słów, by w pełni i sprawiedliwie oddać jakość użytych składników oraz rodzaj doznań, jakich dostarczyły nam dania główne. Wyborne, doskonałe, zachwycające? Jest jeszcze lepsze określenie - to były przysmaki WYBITNE. Mięsa i ryby serwowane w restauracji są przedniego gatunku. Zaryzykuję stwierdzenie, że prezentują jakość rzadko spotykaną  w innych lokalach. Dowiedziałam się od Miguel'a, że wołowina jest sprowadzana z Argentyny, natomiast dostawca jagnięciny, oprócz La Ibérica, zaopatruje również Atelier Amaro i są to jedyne stołeczne restauracje, które obsługuje. Czy muszę tłumaczyć, w jaki sposób powiązanie tych faktów świadczy o klasie produktów?

Dania główne

Wzniesieni na wyżyny doznań smakowych, na zakończenie naszej uczty, zamówiliśmy słodkości: domowy krem kataloński oraz domowy sernik na zimno. Desery okazały się najsłabszym ogniwem, ale też trzeba podkreślić, że po wcześniejszych daniach, poprzeczka była postawiona niebywale wysoko. Zarówno krem, jak i sernik były smaczne, jednak po prostu nie wzbudziły naszego zachwytu.

Domowy krem kataloński

Na hasło: desery rodem z zagranicy, moje myśli szybują najpierw do Włoch i do Francji, zahaczają o Austrię, Szwajcarię, wpadają na chwilę do Grecji, by potem udać się za ocean. Hiszpania w tym rankingu zajmuje odległą pozycję, no może z drobnym wyjątkiem dla bardzo lubianych przeze mnie churros.

Domowy sernik na zimno
Choć desery nie powaliły na kolana, to jednak w żadnej mierze nie zatarły wcześniejszych cudownych wrażeń. Mając świeżo  w pamięci fantastyczną kolację, planuję kolejną wizytę w La Ibérica. Tym razem, na widelec wezmę paellę, z której z bólem serca i pełnym żołądkami, zmuszeni byliśmy wówczas zrezygnować.


Jeśli marzy Wam się podróż do Hiszpanii i chcecie poczuć smak prawdziwej iberyjskiej kuchni, La Ibérica to miejsce dla Was stworzone. Rewelacyjne jedzenie i sympatyczna, kameralna atmosfera. Naprawdę warto się wybrać.

Portalowi Uroda i Zdrowie serdecznie dziękuję za zaproszenie!

 

Restauracja La Ibérica

ul. Płowiecka 35 (róg Nowowiśniowej)
04-501 Warszawa
Telefon: (22) 810 22 47
Rezerwacje: 608 819 767
restauracja@laiberica.pl

Print

Top Blogi