sobota, 27 września 2014

Polskie Piwo po Włosku czyli Książęce Menu wg. Marco Ghia


Marco bawi rozmową pierwszych gości
Los tak przyjemnie zrządził, że jeden z wrześniowych wieczorów spędziłam w Akademii Kulinarnej Whirlpool . Nie była to moja pierwsza wizyta w tym miejscu (o poprzedniej przeczytacie: TUTAJ ) i szczerze pisząc, mam apetyt na więcej.


Bohaterem spotkania było piwo, a dokładniej: różne rodzaje piwa jednej marki - Książęce.
Okazuje się, że piwo jest najstarszym napojem alkoholowym na świecie oraz trzecim po wodzie i herbacie, względem popularności, ze wszystkich powszechnie znanych napitków. Najbardziej wiekowe dokumenty dotyczące produkcji piwa wywodzą się z Mezopotamii czyli z okresu około 4000 lat p.n.e. Natomiast najstarszy browar, który udało się odkryć, znajduje się w Egipcie i jest datowany na 3700 p.n.e.


Smażymy szałwię w cieście piwnym
Tradycje piwowarskie w Polsce sięgają czasów również bardzo odległych tj. dziejów ludów prasłowiańskich i prapoczątków polskiej państwowości. To właśnie piwo było najbardziej popularnym napojem alkoholowym dawnych Słowian (nie mogę oprzeć się wrażeniu, że fakt ten jest również mocno aktualny wśród ich współczesnych potomków :-)).

Chłopaki z zapałem siekają świecę wołową na tatara
"Wina i oliwy kraj ten dla ostrego północnego zimna nie ma; zamiast wina używa piwa, które robią z żyta, pszenicy i jęczmienia albo orkiszu." Tak pisał w XV wieku Jan Długosz w swoich "Rocznikach, czyli kronikach sławnego Królestwa Polskiego".


Tatar w pełnej krasie, na trójkątach z chleba na zakwasie :-)
Z biegiem lat, złocisty trunek zyskiwał na popularności, a obecnie Polska figuruje na czwartym miejscu w świecie, jeśli chodzi o wielkość jego spożycia per capita. Prognozy przewidują, że niebawem prześcigniemy pod tym względem nawet Niemców. Sympatycznym efektem rosnącej popularności piwa w naszym kraju jest jej przełożenie na poprawę jakości trunku oraz powstawanie nowych odmian.

Grupa radosnych Dziewcząt :-) pod czujnym okiem z Emiliano przygotowuje birramisu
Piwnej różnorodności mogliśmy doświadczyć także podczas naszego spotkania. Warsztaty kulinarne z piwem Książęce poprowadził świetny kucharz i rodowity Włoch w jednej osobie - Marco Ghia. Pisząc o Marco w kontekście Akademii, nie można nie wspomnieć o Emiliano, gdyż jakkolwiek perwersyjnie to nie zabrzmi, całe przedsięwzięcie jest ich wspólnym dzieckiem.

Emiliano we własnej osobie ;-)
Często mawia się, że sukces ma wielu ojców. Akademia ma ich tylko dwóch :-), za to niezmiernie troskliwych. Dopieszczona, wychuchana pięknie się rozwija i świetnie rokuje. Z ciekawością i sympatią będę się jej więc przyglądać.

Cykoria dusi się w piwie
Wróćmy jednak do sedna czyli do warsztatów. Marco, opracowując menu, chciał pokazać sposoby niestandardowego zastosowania piwa w kuchni, przy wykorzystaniu szerokiej oferty piw marki Książęce. W mojej ocenie, cel został pysznie osiągnięty.

Tłuściutki schabik ze świni złotnickiej pokornie czeka na swoją kolej
Oto zestawienie potraw, które wspólnie przygotowywaliśmy, a potem z zapałem razem wcinaliśmy:
  • Liście szałwii smażone w cieście piwnym
  • Cykoria duszona w piwie podawana z orzeszkami piniowymi i rodzynkami
  • Schab ze świni złotnickiej, pieczony w glazurze piwno-miodowo-musztardowej, z dodatkiem świeżych ziół, warzyw i owoców
  • Piwne risotto z serem Pecorino i orzechami 
  • Tatar z wołowiny marynowany w ciemnym piwie z miodem i skórką cytrynową
  • Mule w maśle piwno-czosnkowym
  • Birramisu  - tiramisu z piwem zamiast kawy
  • Pieczone jabłka z piwnym masłem i cynamonem.
Schab i cykoria już w solarium
Całkowicie szczerze i bez podlizywania się komukolwiek muszę powiedzieć napisać, że wszystko, naprawdę WSZYSTKO wyszło super. Co ciekawe, zupełnie nie jestem fanką piwa i w zasadzie nigdy nie pijam w czystej postaci. Jednak, zastosowanie go w formie i wariantach przedstawionych przez Marco szalenie przypadło mi do gustu, bo świetnie wzbogaciło i podkręciło smak przygotowywanych potraw.

Marco serwuje mule
Faktycznie, tego wieczoru smakowały mi wszystkie pozycje z menu, ale oczywiście mam swoje the best of the best. Moje podium wygląda zatem następująco:
  1. Tatar z wołowiny marynowany w ciemnym piwie z miodem i skórką cytrynową
  2. Risotto piwne z serem pecorino i włoskimi orzechami
  3. Liście szałwii smażone w cieście piwnym 
Powinnam jeszcze wspomnieć o birramisu czyli mojej największej obawie. Musicie wiedzieć, że kocham kawę! Ubóstwiam ją w każdej postaci, więc pasjami zajadam wszystko co ma ją w swoim składzie, a klasyczne tiramisu od wieków należy do ścisłego grona moich ulubionych deserów. Na samą myśl o tiramisu bez kawy (w dodatku, tfu!, z piwem;-)) grymas głębokiego niesmaku wypływał na me oblicze. I wiecie co sie stało? Birramisu spłatało figla, bo.. wyszło rewelacyjne!!!:-) Marco, należy pogratulować Ci pomysłu! :-)

Robi się piwne rissotto
A na zupełny koniec końców, przyznaję się bez bicia, że w ramach ilustracji wykorzystałam zdjęcia autorstwa:

1. Iza Malyska
2. Akademia Kulinarna Whirlpool

którzy razem ze mną gotowali i biesiadowali. Dziękuję za fotki i za wspólne chwile! :-)


sobota, 13 września 2014

Pieczone jabłko z nadzieniem bakaliowym i sosem ze słonego karmelu




Jem jabłka, bo lubię i wbrew ostatnim trendom, zupełnie nie dlatego, by robić na złość Putinowi. Kocham twarde soczyste i słodkie odmiany do wcinania na surowo. Do szarlotki niezastąpione jawią mi się antonówki. Do pieczenia w całości lub nadziewania drobiowego ptactwa zwykle sięgam po szarą renetę. Polska jabłkiem stoi. Mamy dziesiątki odmian i
 co jakiś czas wciąż pojawiają się nowe. Właściwie każdego roku zdarza mi się próbować jabłkowych nowości i choć w tym względzie, jestem przywiązana do tradycji, to bywa iż któraś zdobędzie moje serce. Tego lata, moim prywatnym hitem są jabłka pn. sawa - dość trudno dostępne, lecz rewelacyjne - karminowoczerwone, twarde, soczyste, słodko-winne. Rozglądajcie się bacznie w warzywniakach i na targowiskach! Może gdzieś wpadną Wam w oczy. 
Pieczone jabłka to świetna deserowa propozycja u schyłku lata. Zapraszam na podwieczorek!

 
PIECZONE JABŁKA Z NADZIENIEM BAKALIOWYM I SOSEM ZE SŁONEGO KARMELU

Składniki na 4 porcje:


Owoce:
4 dorodne jabłka, najlepiej szara reneta
Nadzienie:
garść rodzynek
garść łuskanych włoskich orzechów
garść obranych migdałów
garść suszonych morelek
kilka łyżek naturalnego miodu
1 łyżeczka mielonego cynamonu
skórka otarta z 1/4 pomarańczy
skórka otarta z 1/2 niedużej cytryny

Słony karmel:
200g cukru
2 łyżeczki wody
120ml śmietany min. 12%
1/2 łyżeczki soli wielickiej
Wykonanie:

Owoce:
Jabłka starannie myjemy, osuszamy. Odkrawamy czapeczki i odkładamy je na bok. Środek owoców wydrążamy.
Nadzienie:
Orzechy, migdały i morele siekamy na drobne kawałki. Rodzynki sparzamy wrzątkiem i odsączamy. Orzechy i rodzynki łączymy z miodem, cynamonem i cytrusowymi skórkami (miodu powinno być tyle, by wszystkie składniki farszu były nim oblepione).
Słony karmel:
Do garnuszka wsypujemy cukier. Zalewamy wodą. Mieszanie surowo wzbronione! Całość podgrzewamy, aż cukier się roztopi i lekko zbrązowieje (skarmelizuje). Wówczas wlewamy śmietanę (zawartość garnuszka mocno się  wzburzy) i energicznie mieszamy. Na końcu wsypujemy sól. Sos zdejmujemy z ognia i zostawiamy do przestygnięcia.
Finał czyli instrukcja montażu ;-):
Wydrążone jabłka wypełniamy nadzieniem. Przykrywamy czapeczkami i pieczemy 35-45 minut w temperaturze 180C. Serwujemy polane ciepłym słodko-słonym sosem karmelowym


Życzę Wam Smacznego! :-)

wtorek, 9 września 2014

Na Straganie w Dzień Targowy...Włoskie Słyszy się Rozmowy...

fot. Janek Janek

To był mój debiut jeśli chodzi o Sezonową Akcję Zakupową. Wcześniej słyszałam wiele miłych słów na temat tej inicjatywy, ale jakoś wciąż nie było mi po drodze - albo nie pasował termin albo pojawiały się jakieś inne niesprzyjające okoliczności.


fot. Janek Janek

Niewtajemniczonym należy się wyjaśnienie. SAZ to inicjatywa dziewczyn (i chłopaków? :-)) ze Slow Food Youth Warszawa, mająca na celu ułatwienie pasjonatom jedzenia robienia zakupów spożywczych w stolicy. Każde spotkanie ma swojego bohatera - szefa kuchni, aktywistę kulinarnego, dziennikarza lub inny uznany w branży autorytet, który oprowadza uczestników po swoich ulubionych miejscach (straganach, stoiskach) w obrębie jednego z warszawskich targowisk.

fot. Janek Janek

SAZ adresowana jest do wszystkich, którym w gotowaniu i jedzeniu bliska jest idea sezonowości, którzy przykładają dużą wagę do jakości oraz źródła pochodzenia produktu.

fot. Janek Janek
Na ostatnią sobotę sierpnia organizatorzy zaplanowali spacer po bazarze przy placu Szembeka w towarzystwie Marco Ghia ( na zdjęciach to ten sympatyczny Pan w pomarańczowym t-shircie), a potem wspólne gotowanie w jego akademii kulinarnej.

fot. Janek Janek

Marco pochodzi z Mediolanu. W Polsce mieszka od 1992 roku. Jest wyrafinowanym smakoszem i koneserem dobrego jedzenia. Kulinarny talent wyssał z mlekiem matki, a zawodowe szlify zdobywał w restauracjach Nowego Jorku. Dziś na warszawskiej Pradze, razem ze wspólnikiem i przyjacielem, Emiliano Castagna, prowadzi Akademię Kulinarną Whirlpool.

fot. Janek Janek
Elementem odróżniającym tę edycję SAZ od poprzednich były drużynowe zakupy. Dlatego już na samym początku uczestnicy podzielili się na trzyosobowe zespoły. Każdy team został wyposażony w info na temat jednego z rodzajów makaronu, do którego później musiał przygotować wymyślony przez siebie sos, a wcześniej samodzielnie kupić wszystkie składniki, które do tego będą potrzebne.

fot. Janek Janek
Wyposażeni w stosowne materiały, ruszyliśmy na rajd pomiędzy stoiskami. Nasz przewodnik, Marco, zaprowadził nas do swoich ulubionych sprzedawców przy placu Szembeka. Każdego pokrótce przedstawił i odpowiednio zarekomendował. A potem...

fot. Janek Janek
Potem był czas przeznaczony na drużynowe zakupy. Na zdjęciu poniżej widzicie mój zespół, już podczas przyrządzania sosu do makaronu w Akademii Kulinarnej Whirlpool. Trzy dziewczęta ;-) od lewej to: ja, Weronika oraz Ania. W tle przewija się Emiliano - wspomniany już partner biznesowy Marco, a tym samym współwłaściciel Akademii.

fot. Janek Janek

Do obróbki przydzielono nam conchiglie czyli po prostu muszelki. Przygotowałyśmy do nich sos z kurkami, czerwoną cebulą, mascarpone, włoskimi orzechami, solidnym chlustem białego wina oraz dużą ilością aromatycznej natki pietruszki.  Oto i nasze danie, choć uchwycone już  w stanie umiarkowanie wyjściowym, bo napoczętym.


Pasty przygotowane przez pozostałych uczestników możecie podziwiać na końcu postu.
A teraz jeszcze kilka migawek ze wspólnego gotowania pod czujnym okiem dwóch rodowitych Włochów, w gościnnych progach ich Akademii.

fot. Janek Janek
fot. Janek Janek
fot. Janek Janek
fot. Janek Janek
Zobaczcie, proszę, co wyszło z tego naszego włoskiego mieszania w garach i wspólnej zabawy w kuchni! Każde danie to odmienny kształt makaronu ze specjalnie dobranym do niego sosem. Uczestnicy popuścili wodze fantazji, ciekawie i smakowicie miksując polszczyznę z włoszczyzną. Po pichceniu przyszedł czas na degustację. Wszystkie pasty udały się znakomicie, ale moim faworytem okazał się makaron przygotowany przez zespół Małgosi Minty. Wszystkich składników niestety nie pamiętam, ale podstawę stanowiła dynia oraz rewelacyjne chipsy z szałwii.

fot. Janek Janek

fot. Janek Janek

fot. Janek Janek

fot. Janek Janek

fot. Janek Janek

Nasze kulinarne spotkanie zakończył miły, tradycyjny akcent czyli wspólne grupowe foto.

fot. Janek Janek
Jako rzekłam na wstępie, to był mój pierwszy raz, ale mam nadzieję, że będą następne. Wy też śledźcie kolejne inicjatywy SAZ i bierzecie w nich udział, bo to świetna rozrywka i pomysł na spędzenie wolnego czasu. Odwiedzajcie też Akademię! Na własnej skórze przekonałam się, że tworzą ją ludzie  z pasją, dla których przede wszystkim  liczy się miłość do gotowania i jedzenia oraz chęć dzielenia się nią z innymi. Piękna sprawa!

poniedziałek, 1 września 2014

Suflet Czekoladowy wg. Hermé + 5 Złotych Zasad Sufletu Idealnego



Wrzesień postanowiłam powitać na czekoladowo, jednym z najbardziej kapryśnych deserów. Suflet bywa postrachem nie tylko domorosłych cukierników, a wiadomo jak to jest z wszelkimi obawami i lękami? Z reguły boimy się tego co jest nam obce, nieznane. Ta zasada do sufletów pasuje jak ulał, więc żeby się z nimi zaprzyjaźnić, trzeba poznać elementarne, sufletowe know-how. Autorem  cytowanego klucza do sukcesu jest Adam Chrząstowski, jeden z najbardziej cenionych przeze mnie polskich szefów kuchni. Zatem zapraszam na:

5 Złotych Zasad Sufletu Idealnego:
  1. W suflecie musi być nośnik czyli coś, co nada mu puszystości. Zwykle jest nim ubita piana z białek.
  2. W suflecie musi być też lepiszcze. Zazwyczaj to krochmal (zawarty np.  w czekoladzie) lub gluten z mąki.
  3. Bardzo istotny jest również poślizg czyli wyściółka formy, po której suflet może się wspinać podczas pieczenia. Naczynie winno być wysmarowane masłem, a następnie oprószone cukrem pudrem, mąką lub bułką tartą.
  4. Niezmiernie ważny jest precyzyjny, równomiernie nagrzewający się (bez konieczności używania funkcji termoobiegu) piekarnik.
  5. I jeszcze.. forma - żaroodporna, nie zwężająca się ku górze, aby suflet mógł w niej swobodnie rosnąć.
Co jeszcze warto wiedzieć o suflecie?
  • Z temperaturą i czasem pieczenia eksperymentujemy, dostosowując je do posiadanej formy, rodzaju piekarnika oraz użytych składników.
  •  Suflet podczas pieczenia jest bardzo wrażliwy na zmiany temperatury - nawet nieznaczne jej wahania mogą spowodować kurczenie się i opadanie masy, a także istotną utratę walorów smakowych  
  • Suflet spożywamy od razu po wyjęciu z pieca - wychłodzenie powoduje szybką utratę smaku i opadnięcie ciasta. 
  • Podczas przyrządzania zachowujemy szczególną staranność w doborze i proporcjach składników.
  • Robiąc suflety staramy się być kreatywni, tworzymy własne kompozycje, eksperymentujemy  i świetnie się przy tym bawimy. :-)



Suflet Czekoladowy wg. Hermé 
źródło: Pierre Hermé "Desery"

Składniki na 6 porcji:
  • 180g czekolady
  • 50g miękkiego masła
  • 70g cukru pudru + do posypania gotowego sufletu oraz oprószenia ramekinów.
  • 60ml mleka
  •  50g kakao
  • 5 jaj

Wykonanie:
  •  6 ramekinów o średnicy 8-10cm smarujemy masłem i oprószamy cukrem pudrem. Wstawiamy do lodówki.
  • Piekarnik nagrzewamy do temperatury 200C, ustawiając opcję grzania góra-dół.
  • Czekoladę łamiemy na kawałki i wkładamy do miski. Wsypujemy 60g cukru pudru i razem rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Następnie dodajemy mleko oraz kakao i całość mieszamy.
  • Żółtka oddzielamy od białek.
  • Żółtka, sztuka po sztuce, dodajemy do masy czekoladowej i mieszamy drewnianą szpatułką do połączenia składników.
  • Białka ubijamy na bardzo sztywną pianę, pod koniec ubijania dodając 10g cukru pudru.
  • Ubite białka bardzo delikatnie łączymy z masą czekoladową, tak by piana nie opadła.
  • Masę sufletową przekładamy do schłodzonych ramekinów ( masa ma być na równi z brzegiem formy). Wierzch wyrównujemy drewnianą szpatułką.
  • Pieczemy ca 12 minut.
  • Gotowe suflety, obficie posypujemy cukrem pudrem.
  • Podajemy natychmiast!


Życzę Wam Smacznego! :-)

środa, 27 sierpnia 2014

Kostka Porzeczkowa lub Po Prostu Dowolnoowocowa :-)



Uwielbiam czerwoną porzeczkę za obłędny aromat. Gdyby stworzono linię kosmetyków z taką nutą zapachową, z pewnością stałabym się od niej poważnie uzależniona. Tymczasem, oprócz Aqua Allegoria by Guerlain, pozostaje mi jedynie wcinanie porzeczek w formie tradycyjnej. Lubię dodawać je do ciast i  kremów, bo swą cierpkością pięknie przełamują mocną słodycz.
Końcówka sierpnia nie jest typową porą na porzeczki, ale wciąż tu i ówdzie można je jeszcze spotkać. Przepis jest bardzo uniwersalny, bo można doń wykorzystać właściwie wszystkie owoce jagodowe - maliny, jagody, borówki, truskawki - w zależności od bieżącego sezonu oraz osobistych zachcianek smakowych.


Kostka Porzeczkowa

Składniki na blachę o wymiarach ca 30cmx24cm

Biszkopt:
  • 3/4 szklanki mąki pszennej
  • 3/4 szklanki cukru
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 4 jaja
  • 1 opakowanie cukru z prawdziwą wanilią
  • szczypta soli
 Krem:
  •  500ml śmietanki kremówki
  • 8 łyżek cukru pudru
  • 6 łyżeczek żelatyny
  • gorąca woda do rozpuszczenia żelatyny
Owoce:
  • 100-150g czerwonej porzeczki 

Wykonanie:

Biszkopt:
  • Żółtka oddzielamy od białek. Z białek ubijamy pianę z dodatkiem szczypty soli.
  • Pod koniec ubijania stopniowo wsypujemy cukier i cukier waniliowy.
  •  Nie przerywając ubijania dodajemy po jednym żółtku.
  • Mąkę przesiewamy wraz z proszkiem do pieczenia i na końcu dodajemy do ciasta.
  • Całość delikatnie mieszamy do połączenia się składników.
  • Biszkopt wlewamy do formy, wyłożonej papierem do pieczenia.
  • Pieczemy 25-30 minut w temperaturze 180C.
  • Po wystudzeniu ciasto przekrawamy w poprzek na 2 równe części (blaty).
Krem:
  • Śmietankę kremówkę mocno schładzamy w lodówce.
  • Żelatynę zalewamy bardzo gorącą wodą, w ilości zapewniającej jej przykrycie. Mieszamy do całkowitego rozpuszczenia się żelatyny. W razie trudności, możemy ją odrobinę podgrzać, pilnując by nie dopuścić do zagotowania się. Studzimy, od czasu do czasu mieszając.
  • Kremówkę ubijamy mikserem na sztywno,  w trakcie wsypując cukier puder . Łączymy z przestudzoną żelatyną.
  • Teraz do kremu wrzucamy owoce. Mieszamy.
Owoce:
 Płuczemy pod bieżącą wodą. Obrywamy z gron.

Instrukcja montażu:
Na jednym z 2 biszkoptowych blatów rozprowadzamy 3/4 kremu. Przykrywamy drugim blatem, na którym rozsmarowujemy resztę naszego kremu. Schładzamy w lodówce.


Życzę Wam Smacznego! :-)


środa, 20 sierpnia 2014

Szederkrém - Węgierski Specjał z Jeżyn. Parę słów o agar-agar.



Pod tajemniczą i obco brzmiącą nazwą szederkrém kryje się smakowity węgierski specjał czyli jeżynowy krem, akurat u mnie: w wersji z jogurtem, ale widziałam też przepisy z udziałem śmietany, a także śmietankowego sera. Do przygotowania tego deseru użyłam pewnego niezbyt popularnego w Polsce składnika. Czy słyszeliście o agar-agar i wiecie do czego służy? Ciekawskich zapraszam na mini-wykład. :-)

Co to jest agar-agar?
  • Agar-agar to substancja żelująca, produkowana z glonów-krasnorostów, niezwykle popularna w kuchni japońskiej. W Polsce wytwarza się ją z zamieszkujących Morze Bałtyckie widlików. Z racji swego roślinnego pochodzenia może być z powodzeniem stosowana przez wegetarian i wegan jako odpowiednik żelatyny. Jest całkowicie naturalna, bezwonna i bezsmakowa, pod warunkiem ,że przed zastosowaniem, bardzo dokładnie ją rozpuścimy. Jedynie wówczas uda nam się pozbyć charakterystycznego zapachu morza. 
Z czym to się je?
  • Agar-agar można kupić w sklepach ze zdrową żywnością, pod postacią proszku, granulatu, włókien, sztabek oraz płatków. Rozpuszcza się on w temp. 85-95 C, a tężeje w 32-35C. Nie ma więc konieczności wkładania deserów z agar-agar do lodówki. Nie  rozpuszczą się one nam również w temperaturze pokojowej. Co więcej, galaretkę powstałą z agar-agar możemy podgrzać, gdy np. wyjdzie nam za rzadka, wsypać więcej proszku i ponownie schłodzić. 
  •  Co ciekawe, agar-agar dozuje się względem ilości płynu w potrawie, a nie względem objętości całego dania.
  • Generalne zasady obchodzenia się  z agar-agar są następujące: proszek (granulki) czyli nasz odmierzony agar-agar wsypujemy do kieliszka z niewielką ilością letnio-chłodnawej wody (ca 20C). Odstawiamy na 10-15 minut. Następnie dodajemy do przygotowywanej potrawy, w chwili gdy jej temperatura jest bliska wrzenia. Mieszamy i czekamy, aż agar-agar całkowicie się rozpuści. W przypadku proszku nie powinno to trwać dłużej niż 5 minut. Granulkom może to zająć natomiast około kwadransa.
 Chcesz wiedzieć więcej?


    A teraz już pora na:

    Szederkrém - Węgierski Specjał z Jeżyn

    Składniki:
    • 200g jeżyn świeżych lub mrożonych + jeszcze trochę do dekoracji
    • 5 łyżek (lub do smaku) naturalnego miodu
    • 600ml jogurtu naturalnego
    • 2 łyżeczki agar-agar
    • 50 ml wody do moczenia i rozpuszczenia agar-agar
    Wykonanie:
    • Jogurt ubijamy trzepaczką (rózgą), aż osiągnie gładką, kremową konsystencję.
    • Agar-agar wsypujemy do kieliszka z wodą i pozostawiamy na 10-15 minut.
    • Jeżyny wrzucamy do rondelka i podgrzewamy na wolnym ogniu, prawie doprowadzając do wrzenia.Gdy osiągną ten stan, wlewamy do nich wodę z agarem i mieszamy starannie do chwili, aż agar całkowicie się rozpuści. Zestawiamy rondel z ognia.
    • Lekko przestudzoną jeżynowo-agarową mieszankę łączymy z jogurtem oraz miodem
    • Całość starannie mieszamy i przekładamy do niewielkich miseczek, wyłożonych folią spożywczą (dzięki temu później z łatwością deser stamtąd wyjmiemy i będziemy mogli serwować go na talerzykach).
    • Bezpośrednio przed podaniem, szederkrém dekorujemy świeżymi jeżynami.


    Życzę Wam Smacznego! :-)

    sobota, 16 sierpnia 2014

    Rodzimo-Egzotyczny Koktajl Erotyczny


    Myśleliście, że  zaproponuję kolejne zielone smoothie , jakich mnóstwo wszędzie wokół? Nic z tego! To jest koktajl magiczny. Nie od dziś wiadomo, że proces uwodzenia zaczyna się w kuchni. Są takie potrawy, zioła, napoje i przyprawy, które w istotny sposób podkręcają temperament oraz temperaturę uczuć.  
    Już średniowieczne czarownice słynęły z umiejętności przygotowywania cudownych eliksirów wzmagających lubieżność. Dziś, nie bez obaw, postanowiłam pójść w ich ślady. Wiecie... na autorze ciąży odpowiedzialność, bo a nuż siła specyfiku okaże się tak wielka, że gdy rozpaleni przystąpicie do dzieła, to nie będziecie chcieli przestać ;-)))))))))))).
    Zajrzyjmy teraz co w tej lubieżnej, zielonej miksturze się kryje:
    • Winogrona - to prawdziwe owoce miłości. Posiadają niezwykłą zdolność pobudzania erekcji. Już w starożytnej Grecji mieszano sok z winogron z cedrem, sosną lub piołunem, robiąc wspaniałe nalewki sprzyjające amorom. Winogrona mają również bardzo silne właściwości antyoksydacyjne.
    • Ananas - o jego cudownym wpływie na sferę erotyczną krążą wręcz legendy. Ananasy mają enzymy wspomagające gospodarkę hormonalną mężczyzn i kobiet, ale na płeć brzydką działają znacznie silniej. Owoc zmienia smak nasienia mężczyzn. Po jego spożyciu staje się ono przyjemnie słodkawe. 
    • Banany - poza niezwykle sugestywnym, pobudzającym wyobraźnię kształtem, są bogate w potas i witaminy z grupy B, które odpowiadają za produkcję naszych hormonów płciowych.
    • Jeżyny -  podobnie jak winogrona, są naturalnymi antyutleniaczami czyli pomagają zachować młodość. Mają istotne właściwości antynowotworowe. Poprawiają krążenie. Pozytywnie wpływają na narząd wzroku. Wzmacniają kości i regulują poziom cukru we krwi. To oczywiste, że młody, zdrowy i silny organizm ma większą skłonność ku miłosnym igraszkom niż organizm stary i chory, prawda?
    • Szpinak - pewnie  z trudem przychodzi Wam myślenie o tej zmorze dzieciństwa jak o afrodyzjaku, ale...z nim jest podobnie jak z jeżynami tj. ma zbawienny wpływ na wiele istotnych procesów zachodzących w naszych ciałach i licznych narządach. Wiecie jak to jest...w zdrowym ciele zdrowy duch, a gdy duch zdrowy, to przynajmniej od czasu do czasu pojawiają się w głowie lubieżne myśli. :-) 
    Jestem pewna, że wyposażeni w taką wiedzę, z jeszcze większą ochotą sięgniecie po szklaneczkę mojego smoothie. :-)

    Rodzimo-Egzotyczny Koktajl Erotyczny
      
    Składniki na nieco ponad 0,5 l koktajlu:


    • 1 bardzo solidna garść zielonych winogron
    • ½ szklanki ananasa ( świeżego lub z puszki) pokrojonego w kostkę
    • 2 szklanki liści świeżego szpinaku
    • ½ dojrzałego banana
    • ½ szklanki kostek lodu
    •  ½ szklanki wody mineralnej niegazowanej lub źródlanej
    • jeżyny - po 2 sztuki na szklankę

    Wykonanie:

    • Wszystkie składnik, partiami, wrzucamy do blendera i miksujemy do żądanej konsystencji.
    Życzę Wam Smacznego Zmysłów Rozpalenia! :-)




    Print

    Top Blogi