niedziela, 17 maja 2015

Empanadas con Piña Fresca




Empanadas to kruche pierożki z farszem, pieczone lub smażone w głębokim tłuszczu. Podobno wymyślili je Portugalczycy, ale triumfy popularności święcą w Ameryce Południowej, ze szczególnym wskazaniem na Argentynę. Najczęściej przyrządza się je z wytrawnym nadzieniem, mięsnym lub warzywnym. U mnie, rzadko spotykana wersja deserowa, z ananasem, na słodko...




Empanadas  con Piña Fresca czyli Słynne Argentyńskie Pierożki z Ananasem

Składniki:

Ciasto:
  • 250g mąki pszennej
  • 120g masła
  • 1 łyżeczka soli morskiej
  • 30g cukru 
  • 3 łyżki serka śmietankowego (niesolonego)
  • mleko  w ilości potrzebnej, by ciasto ładnie się zagniotło

Nadzienie:

  • 1,5 szklanki świeżego ananasa, pokrojonego  w niedbałą kostkę
  • 1/3 szklanki dżemu morelowego
  • 2 płaskie łyżki bułki tartej
  • 1/3 łyżeczki mielonego cynamonu
Dodatkowo:

  • cukier puder do posypania po usmażeniu
  • olej rzepakowy do smażenia (jeśli decydujemy się na ten rodzaj obróbki termicznej)

Wykonanie:

Ciasto:
  • Z podanych składników zagniatamy ciasto, dolewając tyle mleka, ile jest niezbędne, by ciasto miało odpowiednią konsystencję (dało się uformować  w kulę). 
  • Następnie przekładamy je na posypana mąką stolnicę i rozwałkowujemy na placek o grubości ca 0,5 cm. Potem wykrawamy  krążki o średnicy 10 centymetrów. 
  • Na krążki ciasta łyżeczką nakładamy farsz. Brzegi sklejamy podobnie jak na klasyczne polskie pierogi. 
  • Nasze empanadas układamy na blasze i pieczemy na złoty kolor w temperaturze 180C przez 15 do 20 minut lub smażymy w mocno rozgrzanym, głębokim tłuszczu (oleju rzepakowym).  Przed podaniem posypujemy cukrem pudrem. Pierożki w wersji smażonej wymagają wcześniejszego odsączenia na ręczniku papierowym.

Nadzienie:

  • Ananasa mieszamy z dżemem. Wrzucamy do rondelka i podgrzewamy na małym ogniu przez około 10-12 minut aż masa zgęstnieje. 
  • Po tym czasie zdejmujemy  z ognia i łączymy z bułką tartą oraz cynamonem. 


niedziela, 10 maja 2015

Kuchnia Koreańska - Warsztaty Kimchi i Promocja Książki "Tradycje Kulinarne Korei"




Co?: Mini warsztaty kuchni koreańskiej w połączeniu z promocją najnowszej książki Magdaleny Tomaszewskiej-Bolałek "Tradycje kulinarne Korei".

Gdzie?: Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie

Kiedy?: 23 kwietnia 2015




Muszę powiedzieć, że Organizatorzy wpadli na świetny pomysł, by premierę książki połączyć z warsztatami robienia kimchi pod okiem koreańskich mistrzów. To prosty zabieg, a sprawił, że wydarzenie pozostanie w pamięci na długo.





Na początku, Magda (Autorka książki) wprowadziła nas w tajniki kuchni kraju porannej ciszy. Zrobiła to perfekcyjnie, w sposób przyciągający uwagę. Podstawowe informacje zgrabnie mieszała z ciekawostkami i anegdotami, powodując że moja chęć sięgnięcia po książką stawała się nieznośna :-). Radość była więc tym większa, gdy okazało się, że każdy uczestnik spotkania otrzymał osobisty egzemplarz. Ja wzbogaciłam swój o dedykację od Autorki. :-)





Żeby zrozumieć dlaczego tematem warsztatów było kimchi, trzeba wiedzieć czym ono jest dla Koreańczyków, a jest.. właściwie dobrem narodowym.  Widać to nawet w indeksie na końcu książki, gdzie przywoływane jest najczęściej ze wszystkich haseł, bo aż 63 razy..
Każda koreańska pani domu ma swój własny przepis na kimchi i żaden posiłek nie może się bez niego obejść. Jak gdzieś przeczytałam, dobre kimchi to podstawa udanego dnia i powód dumy koreańskich gospodyń. 






W 2013 roku kimchi zostało wpisane na listę Niereprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO i odtąd jego popularność w świecie znacznie wzrosła. Naszymi przewodnikami byli: Pani Park Seung Won oraz  Hyon G. Kim. Pod ich fachowym okiem, każdy uczestnik spotkania przyrządził swoje własne kimchi, które  potem zabrał  do domu, by odstało (fermentowało) kilka dni zanim zrobi się zdatne do spożycia.




Warto pamiętać, że mimo kolosalnej popularności kimchi, kuchnia kraju porannej ciszy się na nim nie kończy. Nie mniej popularne są pachnące grillowane mięsne bulgogi oraz soju czyli najczęściej sprzedawany alkohol na świecie. Oprócz wymienionych już dań sztandarowych, Koreańczycy chętnie gotują lekkie kleiki, zupy, potrawy z makaronami, dania z ryb i owoców morza, robią także słodycze na każdą okazję i święto.




O bogatej ofercie kuchni koreańskiej w ujęciu historyczno-tradycyjno-praktycznym opowiada książka Magdy Tomaszewskiej-Bolałek. Mimo, że wielu z Was kojarzy Autorkę z bloga "Kuchniokracja" to trzeba jasno zaznaczyć, iż to wydawnictwo właściwie  w niczym nie przypomina publikacji innych blogerów kulinarnych. Po pierwsze i najważniejsze "Tradycje kulinarne Korei" nie są książką kucharską, mimo że znajdziecie  w niej receptury na koreańskie przysmaki. To przede wszystkim szalenie bogate opracowanie na temat kuchni tego kraju. 




Magda opisuje najpopularniejsze produkty i przyprawy używane w Korei. Sporo uwagi poświęca również historii, kulturze stołu, zastawie, a także zasadom etykiety.
Moja recenzja "Kulinarnych tradycji Korei" ukaże się niebawem w Smaku Doskonałym, a tymczasem....






na foto powyżej możecie podziwiać kimchi, które zrobiłam podczas warsztatów. Muszę przyznać, że gdy próbowałam je potem w domu, po kilku dniach, smak miało naprawdę ciekawy i bardzo, ale to bardzo zyskało na pikantności. Nie jestem pewna, czy będę robić je we własnej kuchni regularnie, ale kiedyś, jeszcze choć raz, chciałabym to danie powtórzyć.




sobota, 9 maja 2015

Nowa Odsłona Boscha czyli Technologiczne Cuda na Kiju



W miniony piątek wzięłam udział w konferencji prasowej z okazji premiery nowej serii piekarników do zabudowy marki Bosch. Spotkanie zorganizowano w centrum konferencyjnym Stadionu Narodowego.


Firma Bosch zaprezentowała wiele modeli serii 8, ale mój zachwyt wzbudził egzemplarz najbardziej zaawansowany technologicznie (czyt.: najbardziej wyczesany ;-)). Wyposażono go w unikalny system grzania 4D, zapewniający doskonałe rozprowadzanie ciepła, a przy tym znacznie bardziej efektywne działanie. Należy wspomnieć, że dzięki zainstalowaniu bardzo cichego wentylatora, jak również bezszczotkowego silnika DC EcoSilence piekarnik podczas pracy jest prawie niesłyszalny. Wentylator obraca się na przemiennie w obydwu kierunkach, przez co zapewnia niezwykle efektywne rozprowadzanie ciepła po całej komorze piekarnika. W związku z tym, przygotowywane potrawy ogrzewane są równomiernie ze wszystkich stron.



System 4D to nie jedyna nowinka zastosowana w piekarniku Serii 8. Wyposażono go również w zainstalowany w tylnej części komory sensor PerfectBake, jak również system PerfectRoast służący do mierzenia temperatury pieczonych mięs.
PerfectBake zapewnia pomiar wilgotności potrawy poprzez mierzenie koncentracji tlenu w piekarniku.  PerfectRoast natomiast pozwala dokładnie zmierzyć temperaturę we wnętrzu pieczonego mięsa, lub ryby i w to w trzech różnych miejscach jednocześnie. Dzięki tym danym potrawa pozostaje soczysta oraz istotnie zyskuje na smaku.




Piekarnik posiada także funkcję Bosch Assist umożliwiającą użytkownikom przygotowywanie różnych potraw za jednym naciśnięciem przycisku. Jego dodatkową zaletą jest wbudowany moduł wifi, komunikujący się ze smartfonem lub tabletem, dzięki czemu funkcjami piekarnika urządzenia można sterować zdalnie.

Elementem wyróżniającym całą serię jest intuicyjny pierścień sterujący (widoczny na zdjęciu powyżej), który dzięki funkcji PerfectChef  pozwala użytkownikowi idealnie dobrać optymalne ustawienia piekarnika (rodzaj grzania, temperaturę, czas pieczenia, rodzaj użytej formy, rodzaj ciasta etc)



Opcją która mnie osobiście mocno podekscytowała jest możliwość pieczenia z dodatkiem pary, która  zapewnia potrawie odpowiednie nawilżenie i chroni ją przed wysuszeniem.
Bardzo przypadło mi do gustu również wzornictwo. Im dłużej przyglądałam się sprzętom podczas konferencji oraz prezentacjom ich możliwości, tym silniej utwierdzałam się w przekonaniu, że chcę mieć taki piekarnik we własnej kuchni. Chcieć, wbrew obiegowemu powiedzeniu, nie zawsze jest tożsame z móc, ale podchodzę optymistycznie i.. nie tracę nadziei.





Po części oficjalnej spotkania, pełna wrażeń mogłam nieco..ochłonąć przy lunchu...


Wszystkich ciekawskich i bardziej dociekliwych, zapraszam na fanpejdż bloga na FB, gdzie udostępniam filmik prezentujący piekarnik jako żywo. Posta, o którym mowa, należy szukać pod datą 8 maja 2015.


Do przeczytania ponownie wnet! :-)

sobota, 2 maja 2015

Birramisù



Birramisù to nic innego jak tiramisù, w którym zamiast kawy użyto ciemnego piwa. Choć takie połączenie może wydawać się lekko kontrowersyjne, mnie od pierwszej chwili bardzo przyjemnie zaskoczyło. Zetknęłam się z nim w zeszłym roku podczas warsztatów  piwa Książęcego w Akademii Kulinarnej Whirlpool. Autorem menu był wówczas Marco Ghia i to on zaproponował taką wersję słynnego włoskiego deseru. Od tamtej pory robiłam go  kilkukrotnie, za każdym razem utwierdzając się, że to naprawdę sympatyczne zestawienie. Jeżeli jednak jesteście mocno przywiązani do klasyki, zapraszam na tradycyjne do bólu Tiramisù Najprawdziwszej Włoskiej Mammy z Treviso.   
Na zdjęciach widzicie 2 różne sposoby podania birramisù. Osobiście, coraz częściej skłaniam się ku wersji drugiej, bo wydaje się być po prostu bardziej efektowna.



Birramisù wg. Marco Ghia

Składniki:
  • 500g sera mascarpone
  • duże opakowanie biszkoptów typu savoiardi
  • 3 jaja
  • 9 płaskich łyżek cukru pudru
  • 0,5 l ciemnego piwa
  • szczypta soli
  • kakao do posypania

Wykonanie:

  • Oddzielamy żółtka od białek. Żółtka ubijamy z cukrem,  stopniowo dodajemy mascarpone i mieszamy razem do uzyskania jednolitej konsystencji. 
  • Białka ubijamy ze szczyptą soli na sztywną pianę. Następnie partiami dodajemy ją do kremu z mascarpone. 
  • Do płaskiego naczynia wlewamy piwo, w którym następnie zanurzamy na chwilę biszkopty, sztuka po sztuce. 
  • Nasączone biszkopty układamy jako  pierwszą warstwę na dnie naczynia. Rozprowadzamy na nich warstwę kremu. Czynności powtarzamy, układając kolejne warstwy aż do wyczerpania składników. Wierzchnią warstwę powinien stanowić krem


Życzę Wam Smacznego! :-)

wtorek, 28 kwietnia 2015

Cudowne Naleśniczki o Niskim IG


Bardzo bolesna prawda jest taka, że wszystko co dobre jest zakazane, niemoralne albo..tuczy :-) . W tej sytuacji, każdy skowronek czyni w sercu wiosnę i dziś właśnie chcę Wam pokazać takiego.. ptaszka ;-) . 
Ornitolożką nie jestem, ale zapewniam,  że cechy osobnicze istotnie odróżniają go od typowych przedstawicieli gatunku,  a przy okazji potwierdzają uznaną prawdę,  że nie (tylko) rozmiar ma znaczenie. ;-)

Żarty żartami,  a tymczasem...tytułowe naleśniczki powstały z mąk: gryczanej i owsianej,  w proporcji 1:1. Obydwie mają niski indeks glikemiczny, który wynosi 25 (dla porównania, IG mąki pszennej wynosi 60). A czym jest ów indeks? Niewtajemniczonym należy się parę słów wyjaśnienia..

Indeks glikemiczny to wskaźnik zawartości cukru w produkcie węglowodanowym.Wartość IG określa wzrost glukozy we krwi, po spożyciu danego produktu. Mając taką wiedzę, możemy wybierać produkty o niskiej wartości IG, a tym samym ograniczać poziom glukozy we krwi, co w efekcie pozwala utrzymać lub przywrócić prawidłową wagę. Indeks glikemiczny dotyczy wyłącznie węglowodanów, ponieważ tłuszcze i białka nie powodują wysokiego wzrostu poziomu glukozy. Powolne przyswajanie i stopniowy wzrost oraz spadek poziomu cukru we krwi po spożyciu produktów o niskim indeksie glikemicznym, ułatwia kontrolę jego poziomu u osób chorych na cukrzycę, ale jest także zalecane osobom zdrowym, ponieważ powoduje mniejsze wydzielanie insuliny, a jak wiadomo, jej wysoki poziom sprzyja tyciu i przybieraniu na wadze. Jeżeli zatem dbacie o linię – wybierajcie produkty/potrawy o niskim IG! Najkorzystniejsze do spożycia są produkty, których IG nie przekracza 60.


Moje naleśniczki spełniają to kryterium, a do tego są po prostu niebywale smaczne. :-)  Zachęcam do wypróbowania!



Cudowne Naleśniczki o Niskim IG

Składniki na 12-16 sztuk ( w zależności od rozmiaru patelni, na której będziemy smażyć):
  • 1 szklanka mąki gryczanej
  • 1 szklanka mąki owsianej
  • 2 jaja
  • woda lub mleko sojowe ( w ilości "na oko", zapewniającej ciastu konsystencję nieco gęściejszą niż w przypadku klasycznych naleśników pszennych)
  • 2/3 szklanki wody mineralnej gazowanej
  • szczypta soli morskiej 

Wykonanie:
  • W misce roztrzepujemy jajko, wsypujemy mąkę i mieszamy z wodą lub mlekiem sojowym. Następnie dodajemy szczyptę soli i wodę mineralną gazowaną. Konsystencja ciasta powinna być odrobinę bardziej gęsta niż ciasto na zwykłe pszenne naleśniki.  
  • Gotowe ciasto odstawiamy na 60 minut.  
  • Smażymy jak zwykłe naleśniki, bez tłuszczu lub na oleju kokosowym.
  •  Naleśniki serwujemy z godnie z własnymi upodobaniami,  na słodko lub na słono.


sobota, 25 kwietnia 2015

Ciasto Czekoladowe z Jarmużem i Solą Morską



To ciasto jest pyszne i...modne :-) , bo wychodzi na przeciw kilku wiodącym trendom. Czekolada, wanilia, sól morska i jarmuż - ten kwartet nadaje ciastu ton . Użycie mąk: ryżowej i migdałowej sprawia, że wypiek jest bezglutenowy. A jeśli dodatkowo, zamiast cukru, wykorzystamy fruktozę lub ksylitol, powstanie ciacho dostosowane do potrzeb diabetyków, a także wszystkich tych, którzy dbając o linię, chcieliby móc czasami pofolgować sobie na słodko :-).


Ciasto Czekoladowe z Jarmużem i Solą Morską

Składniki na tortownicę o średnicy 18-20 cm

  • 3 duże liście jarmużu
  • 2 jaja
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 1 płaska łyżeczka soli morskiej
  • 1/2 szklanki cukru trzcinowego/fruktozy/ksylitolu
  • 1/4 szklanki mąki ryżowej jasnej
  • 1 szklanka mielonych migdałów
  • 1/4 szklanki kakao

Wykonanie:

Ciasto:

  • W garnku zagotowujemy 2 szklanki wody. Wyłączamy ogień, wkładamy liście jarmużu, przykrywamy i odstawiamy na 3 minuty. Po tym czasie liście odsączamy. Wodę wylewamy, pozostawiając jednak 2 łyżki. Sparzony jarmuż razem z wodą umieszczamy w kielichu blendera i miksujemy na puree.
  •  W osobnym naczyniu mieszamy jajka, cukier i ekstrakt z wanilii. Wsypujemy kakao. Następnie dodajemy jarmużowe puree oraz olej (lub oliwę). Na końcu wsypujemy obydwie mąki oraz sól morską i całość bardzo dokładnie mieszamy.
    Wymieszać mąkę, migdały i soli morskiej i mieszać, aż dobrze się połączą.
  • Tortownicę o śr. 18-20 cm wykładamy papierem do pieczenia. Wlewamy do niej nasze . Pieczemy przez ok. 30 minut w temperaturze 180C (program: grzałka góra dół).
Polewa:
  • W czasie, gdy ciasto jest w piekarniku, przygotowujemy polewę. Czekoladę łamiemy na kawałki i rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Rozpuszczoną możemy odrobinę rozcieńczyć gorącą wodą. 
  •  Upieczone i lekko przestudzone ciasto smarujemy polewą i posypujemy odrobiną soli morskiej.


Życzę Wam Smacznego! :-)

niedziela, 19 kwietnia 2015

Z wizytą w fabryce Lubelli




Dobrze znamy charakterystyczne ciemnoniebieskie opakowania makaronów z białym logo Lubella. Faktycznie, firma jest liderem na polskim rynku w tym zakresie, ale nie wszyscy wiedzą, że oferta producenta jest asortymentowo znacznie bogatsza.




Znajdziemy  w niej różne rodzaje mąki, kasz, płatków śniadaniowych, paluszków oraz gotowe sosy do makaronu.





Produkty tej marki spotkacie  właściwie w każdym spożywczaku, ale czy zastanawialiście się kiedyś, jak wygląda miejsce, w którym one powstają?
Niedawno miałam okazję zwiedzić linię produkcyjną makaronu Lubella oraz znajdujący się przy fabryce młyn.




Wizytę w siedzibie marki zaczęliśmy od spotkania z kierownictwem oraz pracownikami działu marketingu, którzy opowiedzieli nam o historii firmy, a także zapoznali z ofertą produktową.




Zwiedzanie zaczęliśmy od młyna, który zaskakuje swoją nowoczesnością i sterylnością. Młyn bez grama mącznego pyłu - to się wydaje nieprawdopodobne :-) , ale.. popatrzcie sami!


  
  

To co rzuca się w oczy na linii produkcyjnej, to pełna automatyka i niemal kompletny brak ludzi. Z podziwem patrzyłam na sprytne maszyny, jak robią wszystko prawie samodzielnie.

 



Na terenie fabryki mieści się także laboratorium,  w którym codziennie badane są próbki każdej wyprodukowanej partii makaronu. Marka Lubella przykłada ogromną wagę do jakości swoich produktów, dlatego bardzo mocno pilnuje przestrzegania norm i standardów na każdym etapie ich powstawania.




Po części edukacyjnej czekała na nas część rozrywkowa - krótki spacer po Starym Mieście, a potem  obiad w restauracji Pub Grodzka 15.



Wracaliśmy do Warszawy w strugach deszczu, ale z poczuciem owocnie i bardzo sympatycznie spędzonego dnia. To była moja pierwsza wizyta w dużym zakładzie produkcyjnym, więc wrażenia zachowam  w pamięci z pewnością na bardzo długo.



Serdecznie dziękuję Organizatorom za zaproszenie!

Print

Top Blogi